życzę wam wszystkiego najlepszego
I dobrego
Zdrowego
Podsumowanie roku
To był bardzo pracowity rok. Nie tylko fizycznie. Pracowałem nad sobą i swoimi emocjami. Pracowałem nad związkiem i swoimi wadami, bo jest ich sporo.
Dużo się nauczyłem. Nauczyłem się pływać. Coś czego zawsze chciałem. Nigdy nie opuszczałem gruntu, a teraz się odważyłem. Dzięki niemu.
Nauczyłem się żyć z kimś i dzielić z kimś życie na sto procent. Było cholernie ciężko, ale udało się. Udało się do siebie dotrzeć.
Kilka razy byłem za granicą. Na Słowacji i w Czechach. Pierwszy lot samolotem do Włoch. To było coś niesamowitego. Wszedłem na górę która jest dwa i pół tysiąca nad poziomem morza. Nigdy nie widziałem tak pięknych widoków. Spałem w aucie w nieznanym mi miejscu, poza Polską. Kąpałem się w jeziorze podczas burzy, która strzelała piorunami (nie róbcie tak).
Poduczyłem się bardziej angielskiego. Rozmawiałem z ludźmi o innej kulturze, innym języku. Czasami bywało ciężko, ale dałem radę.
Poznawałem bardziej ciebie. To było najtrudniejsze. Ciężko było nam dotrzeć do siebie. Tyle ile wypłakałem, to chyba nigdy w życiu mi się nie zdarzyło. Tyle ile się uśmiałem to chyba nigdy w życiu się nie uśmiałem. Nauczyłem się kochać. Tylko tym razem tak naprawdę kochać. Pokochać wszystko. Twoje wady i zalety. Pokochać całego ciebie. Kocham cię, tak po prostu.
Nauczyłem się nie zabiegać o kogoś, kogo wcale nie obchodzę. O kogoś, kto pamięta o mnie tylko wtedy kiedy chce. Kiedy potrzebuje. To było cholernie trudne. Udało się. Nauczyłem się nie uzależniać od czyjeś obecności. Nauczyłem się tego, żeby nie tęsknić. Żeby nie żałować.
Przesadzałem z używkami. Wiem, nie powinienem. Dlatego jestem czysty. Przyszły rok taki nie będzie. Obiecuję.
Wydałem drugą książkę, która była pisana dość długi czas. Nie wyszła najlepiej, ale jest moja. Mój płacz stworzył tę książkę. A ona stworzyła mnie.
To był udany rok, mimo przeciwności. To był naprawdę udany rok. Tak bardzo dziękuję wszystkim, którzy ze mną byli. Tak naprawdę byli. Mam nadzieję, że przyszły rok będzie jeszcze lepszy. Chcę żeby ten rok był z tobą. Chcę żeby każdy następny rok był tylko z tobą.
że nie chce czasami czytać być mądrym i udawać że wiem o czym mówię gdzie z czasem próbuje
Ale się nie udaje, bo ja się cały nie udałem
Jestem chyba takim chodzącym nieidealem
Mam w głowie ciągle ten NFZ
No bo gdyby nie to to pewnie bym był
Ale mnie nie ma i musisz zrozumieć, że nie możesz taka być
Ale ty taka jesteś
Ciągle i ciągle
I nawet jeśli myślałem że nie
To ciągle się mylę
A to boli najbardziej
Że muszę zawieść się 10 tysięcy razy, żeby zrozumieć 10 tysięcy razy że się nie opłaca
I że nie warto
Nie chce już tego
Nie chce ciągle myśleć i zastanawiać się dlaczego ja
Dlaczego to od zawsze była moja wina
Dlaczego
Nie wiem czy przepadam za świętami
Za dużo się stało żebym znów się czuł tak jak kiedyś
Żebym znowu czuł radość z czegoś co kiedyś dawało mi tę radość
Chodząc i jeżdżąc, patrząc na ten świat który teraz jest teraźniejszością, sam nie wiem czy dalej czuję to co kiedyś
Bo to już nie jest moją codziennością
Bo to już nie jest takie oczywiste
Chyba nadal zastanawiam się czy warto
Czy dalej jest warto
Dobrze że to chwilowy czas
Kod do klatki schodowej zawsze był prosty
Powiedziałaś mi o nim, tylko po to, żeby szybciej się do ciebie dostać
To naprawdę fajne uczucie, gdy kogoś obchodzę tak bardzo, że daje mi dostęp do swojego miejsca
Bo to nie był tylko kod do klatki schodowej
Ale też trochę kod do twojego serca
Przynajmniej tak myślę
Przynajmniej, chce tak myśleć
Sześć sześć kluczyk
już nie jestem tym starszym
Tym młodszym i fajniejszym
Trochę milszym i cieplejszym
Pełniejszym
Bo teraz ciągle jestem tutaj
Ja wcale wtedy nie byłem szczęśliwy
Mi się tylko wydawało, że jestem
Bo ciągle byłem w tym stanie i nic już wtedy nie ogarniałem
Chyba w ogóle nie chciałem ogarniać
No bo jak ogarniać, skoro nie wiesz jak, nie wiesz co i nie wiesz dlaczego
Byłem zagubiony i chyba dalej jestem
Tylko teraz już myślę trzeźwo
I w końcu mogę napisać, że wiem jak z tym walczyć
Wiem co robić. No może nie do końca
Mniej więcej co i jak
Teraz tak
Wtedy nie
Czeka mnie podróż do mojego serca
Bo z czasem serce może uciec
A ja nie chcę żeby uciekło
Ja nie chce, żeby zostało zapomniane
Tak więc
Znów chcę poczuć me serce w tym miejscu
Tylko z tobą
I cię nie puścić
I pokazać, jak moje serce zadbało o moje miejsca
I to jak moje serce zadbało o ciebie
To może być głupie ale
Ono pokochało was tak samo
I skoro o miejscach dalej myśli, po tylu latach
To o tobie będzie pamiętać jeszcze dłużej
czy już z głowy wypadnie mi to co powinno wypaść już dawno
Bo chce w końcu zacząć nowy rozdział. Już teraz. W tym momencie. Chcę w końcu znowu poczuć wolność i to że mogę. Że potrafię
Chce wyjechać i czuć się dobrze
Zacząć od nowa i od nowa się uczyć. Choć mnie to przeraża. To znowu tego chce.
Dwa lata wystarczyły, żeby zrozumieć, że pewne rzeczy nie są dla mnie. Że pewne rzeczy nie zawsze się spełniają
To może tym razem się uda?
Sam nie wiem czy jestem odpowiedzialny i czy jestem słowny
Myślę, że czasami sam nie wiem czego chce, nie wiem co mam robić i co decydować
Bo ja nie jestem decyzyjny. Nie umiem żyć, żeby decydować o swoim życiu. A to nie jest dobre. Bo kto przeżyje moje życie, za mnie?
Nie wiem co mam robić.
Jak sobie w tym pomóc
Czy znowu wrócić na terapię i znowu gadać o tym samym?
Czy dam sobie radę sam?
wiecie że boję się bliskości
I jak to pisał Ralph Kaminski
Boję samotności
Boję się bać
Kogoś kochać
Boję się umierać
Życia też się boję
Boję się boję
Za nas dwoje, troje
Już ostatni
A za ostatnim
Już pierwszy
I tak ciągle
Dzień za dniem, a miesiąc za miesiącem
I co to zmienia?
Co to zmieni?
Czy przywieje coś innego i świeżego
Ten rok był ciężki
Ale był z tobą
I
Dziękuję
Choć jeszcze trochę, to już po trochu
Koniec i początek znowu
Dlaczego jak zaczynasz z nimi, to z nami jest gorzej?
Jak to działa, że działa to w ten sposób?
Dlaczego za każdym razem, jak się pojawią, ja się odpojawiam
Ona działa na nas źle i nie potrafię jej znieść
Robi coś, co ktoś inny by nie zrobił
Robi tak, że przez nią, nie ma nas
A on się do tego przykłada, bo gdyby chciał, to przecież by ją powstrzymał
A tego nie robi
Obaj przyczyniają się do tego, że my jesteśmy bez nas
Tracimy siebie z każdą następną chwilą
Stopniowo
Boję się, że znowu się to stanie
Mam nadzieję że jesteś szczęśliwa
Naprawdę
Pomimo tego co się stało
I pomimo tego, że błagałem, abyś już nigdy nie wracała
A teraz
Czasami chciałbym żebyś wróciła
Tylko, żeby już nie było płaczu i wspomnień
Czasami chciałbym poznać Cię na nowo
bo chyba jesteś już inna?
A jeśli jesteś, to cóż Ty byś chciała?
Czy w ogóle dojrzałaś i wyrosłaś z tego, co nigdy nie powinno się pojawić?
Potrafisz już być sobą? Czy dalej starasz się być kimś innym?
Ciągle się zastanawiam
Bo to przecież już 2,5 roku
Nie wiem czy to dużo, ale wiem że to między nami masa czasu
Ty byś chciała?
Mam 17 lat i...
pierwszy dzień w miejscu, które kiedyś wydawało się niemożliwe do odwiedzenia
Właśnie został odwiedzony
I całe 17km było warte więcej, niż miesiąc tam skąd jestem
Bo ja już nie wiem czy ciągle chce być tam gdzie jestem
Niektóre rzeczy docenia się później
Teraz jest to później
Boję się tylko że dadzą mi mało czasu i mało znaków
Choć myślę że już dali wystarczająco
To tak szybko mija
A czasami chce żeby trwało wiecznie
Nie będzie
Więc cieszę się z tego co teraz
mój pierwszy raz w samolocie sprawił że nie wiem czy dalej chce latać samolotem
Latać daleko w chmurach i turbulencjach, które trwają i trwają
Boję się, bać się w powietrzu i chmurach
To takie nieznane i nie czuję gruntu
Nie czuję stabilności
Boję się nie czuć stabilności
Mój pierwszy lot wyglądał tak, jakby miał być ostatni
Choć wiem że nie będzie
To dopiero początek
już bardzo chce tam pojechać i poczuć twój dotyk w tym miejscu
Ciekawie jaki on będzie
Czy taki sam, czy troszkę inny
Wiem, że to może wydawać się bez sensu
I może nawet takie jest
Tylko, że czasami coś co wydaje się oczywiste, wcale takie nie jest
I mam nadzieję, że to będzie trochę inne
Jeszcze mam czas na życie
Na martwienie się
Cieszenie i płakanie
Poczucie samotności i szczęścia
Codzienność i uczucie rutyny
Ale tak naprawdę
To wszystko jest potrzebne
To wszystko ma sens
To wszystko jest i było po coś
I chyba to wszystko
Będzie po coś
Cieszę się z bycia tutaj
czasami fajnie sobie powspominać
Już nie wspominam tego tak źle jak kiedyś bo po co ciągle się zamęczać?
Już nie chce ciągle i ciągle tęsknić bo to nie ma sensu
Trzeba w końcu się z tym pogodzić że nikt już nie istnieje
I może dobrze?
I może tak miało być od początku?
Może tak miało się stać żebym w końcu zrozumiał że nie warto
Żebym nauczył się cierpieć na początku życia żeby później sobie ze wszystkim poradzić
Bo poradzę sobie
Bo się uda
Uda sie
Jeszcze nie minął listopad a ja się czuję jak po urodzinach
Bo
Naprawdę ich nie chce
Urodziny zawsze kojarzyły mi się źle, zawsze starałem się przespać ten dzień lub udawać, że nie istnieje
Ja wiem, że to tylko dzień
Tylko że większość ludzi przechodzi go naprawdę fajnie. Stara się zorganizować cokolwiek.
Nigdy nie miałem takiej szansy
Na moje 18naste urodziny dostałem kłótnie w domu
I nic więcej
Dzień urodzin powinien być wyjątkowy, inny, niezapomniany
Moje są niezapomniane, ale tylko w złym sensie
Chciałbym żeby to się zmieniło
Ale boję się, że już nie
Ma na to szans
Coraz mniej pisze o miłości
No bo mam ją przy sobie i nie chcę czuć się źle
I sprawiać, że on też będzie czuć się źle
Więc nie wiem czy będzie nowa książka
No bo po co pisać o czymś, co już jest i sprawia, że w końcu czuję się szczęśliwy
A pewnie słyszeliście o tym, że najlepiej pisze się wtedy, gdy jesteś przygnębiony
I ja
Chyba już nie mam o czym pisać
Wypaliłem się codziennym pisaniem przez trzy lata
a pisałem, bo było o czym
Bo te trzy lata z mojego życia, zleciały jak kilka dni w smutnym listopadzie
I teraz sam już nie wiem
Kłócę się sam ze sobą
I sam ze soba zostanę
ja
Czasami nie mogę uwierzyć w to, że ludzie nie zawsze się zmieniają
A ja
Wierzę w to, że tak się stanie
Że w końcu mnie pokochasz
Ale
Tak się nie stanie
I się nie stało się też wcześniej
Tak bardzo mi przykro, że tak bardzo mnie krzywdzisz
Ze mnie nie chcesz
Że ci nie zależy
I to tak cholernie boli
Myślami wciąż jestem w technikum
oczywiście że się martwię
I gdzieś tam martwię się inaczej, a ty inaczej
Z czasem zacząłem rozumieć że nie każdy martwi się tak samo
To jest w porządku
cieszę się że mam szansę tutaj być
I żyć
Bo nie każdy ma tyle szczęścia
Niektórzy tęsknią za normalnym życiem bo nie potrafią nawet mówić
A ja
Jestem tutaj
Żyje
Mówię i czuję
Pisze i krzyczę kiedy chce
Dlaczego nie doceniamy takich rzeczy na co dzień?
Dlaczego nie możemy być okej dla samych siebie
Bądź okej dla siebie
Zbliża się żałoba
Bo muszę zrobić coś, co trwało 9 lat
I boję się
Ktoś mi powiedział że to trzyma mnie w miejscu
Mam żałobę za wersję siebie, której już nie ma
I to znaczy, że
Dojrzałem
To już nie może być muzeum
Muszę stworzyć coś, co będzie białe, aby namalować tam nowy plan na życie
I czasami, niektóre rzeczy muszą zniknąć
To powoli zanika
Bo chodzę w kółko
I muszę to zmienić
Pamiętam jak pisałeś mi na dzień dobry, dzień dobry
To był dobry czas, bo czułem się wtedy ważny dla ciebie
Gdy poznałeś kogoś, kto pokochał cię na niby, przestałeś to robić
Tak jakby nagle wszystko zniknęło
Skończyły się spotkania i wyjścia
Skończyło się słuchanie muzyki na głośniku, na naszym kamieniu
Skończyły się nasze miejsca i Nibylandia
Ciebie już nie ma długi czas bo wybrałeś kogoś i coś innego
Nie muszę ci niczego wybaczać, bo to był twój wybór
Wiem, że to był zły wybór
Ale był
I ja już nie wrócę, nawet gdyby z nieba nożami padało
Już wszystko się skończyło
Została postawiona kropka nad i
Już książka nie ma pustych stron, każda z nich została zapełniona
Niech tak będzie
życzę ci szczęścia stary
Pamiętam jak pisałeś mi na dzień dobry, dzień dobry
To był dobry czas, bo czułem się wtedy ważny dla ciebie
Gdy poznałeś kogoś, kto pokochał cię na niby, przestałeś to robić
Tak jakby nagle wszystko zniknęło
Skończyły się spotkania i wyjścia
Skończyło się słuchanie muzyki na głośniku, na naszym kamieniu
Skończyły się nasze miejsca i Nibylandia
Ciebie już nie ma długi czas bo wybrałeś kogoś i coś innego
Nie muszę ci niczego wybaczać, bo to był twój wybór
Wiem, że to był zły wybór
Ale był
I ja już nie wrócę, nawet gdyby z nieba nożami padało
Już wszystko się skończyło
Została postawiona kropka nad i
Już książka nie ma pustych stron, każda z nich została zapełniona
Niech tak będzie
życzę ci szczęścia stary
Ciekawe co tam niesie niedaleka przyszłość
Czy może się uda czy jednak nie
Bo już listopad
I już nie mam tyle czasu ile miałem rok temu
choć chciałbym już żeby ta przyszłość nadeszła teraz i już i natychmiast
To wiem że może nadejść później
Czasami myślę że ten moment nie może nadejść
Ze coś mnie zatrzymuje
Ale nie
Tak właśnie ma być
I przyszłość mi mówi żebym poczekał w teraźniejszości
Ona wszystko załatwi
To czekam
Listopad od liści spadania
Choć nie tylko liści
Ja po raz kolejny upadam dla Ciebie
I wcale mi to nie przeszkadza
Od roku co miesiąc upadam coraz bardziej
Nie chce przerywać tego ciągu
Mimo że chyba powinienem
Zaraz kolejny rok i co nas w nim czeka? Co zrobimy i gdzie będziemy?
Nie mogę się doczekać następnych liści spadania
Wreszcie ktoś puka mi do pokoju
U mnie drzwi zawsze były otwarte
I każdego wpuszczałem
Bez namysłu
Pozwalałem, by z mojego szarego pokoju, brac co się chce
Nie czułem smutku i nie czułem złości
Chyba to była obojętność
Mogli brać co tylko chcieli
To co leżało w zasięgu ręki lub to co jest gdzieś głębiej
Teraz najpierw ktoś puka i pyta czy może wejść i czy nie przeszkadza
I jeśli pozwolę, to pozwolę zabrać z pokoju to czego potrzebuje
Jeśli nie pozwolę to to uszanuje
W końcu ktoś szanuje moją przestrzeń
Boję się, że mają mi za złe, że już ich nie odwiedzamPrzecież one są dla mnie takie ważne, zawsze byłyA teraz w moich myślach pojawiają się coraz rzadziejI wątpię, ze ktokolwiek je odwiedzaAle gdyby tak się zdarzyło to
Nowemu pokoleniu przekaże, aby dbali o te miejscaBy je pielęgnowali i obiecali, że zawsze tak będzie, dopóki nie oddadzą ich, kolejnemu nowemu pokoleniu
Ja już nie jestem nowym pokoleniemI powoli zaczynam to rozumiećChoć bardzo mi ciężko, bo dalej jestem dzieckiemDalej skacze, tańczę, śpiewam zwiedzając niesamowite, nowe miejsca, robię głupoty i żartujeDalej jestem w tym miejscu, gdzie wszystko się zaczęło
Czekam na was codziennie w tym technikumMoje myśli tam zostały, bo oddałem mu kawał mojego życia
Już nie chce
Dla miejsc, w moim sercu, zawsze znajdzie się miejsce
Czy dzisiaj zobaczę cię w innej odsłonie?
Czy będę potrafił wykorzystać to kim stajesz się gdy ubierasz się w coś innego
Czasami czuję jakbym był tylko strojem
Ubierasz mnie tylko wtedy kiedy chcesz mnie rozpruć
Bo to sprawia ci przyjemność
Ubierasz mnie tylko wtedy, kiedy jest ci smutno
Tylko po to żeby swoim smutkiem sprawić, abym był smutniejszy
I jestem ciekawy czy w końcu zobaczę cię w innej odsłonie
W innych wymaganiach
Pomyśl nad strojem
Codzienna codzienność zaczyna powoli mnie męczyć
ciągla rutyna i chęć zrobienia czegoś co prawie niemożliwe
i nie wiem jak się z tym pogodzić
czasami gubię się wśród kłopotów i ludzi
zawsze się odnajdę bez względu na wszystko. Już tyle razy się gubiłem i odnajdywałem
w końcu mam 24 lata i trzeba zacząć być dorosłym
więc w końcu jestem i nie jestem mi z tym źle
Nie zamierzam się już martwić rzeczami którymi nie powinienem się martwic
powoli mija październik a z październikiem mija stare myslenie
bo zaraz kończę 24 lata i to już powoli się zmienia
wszystko
Lata lecą a ja dalej stoję
Wczorajsze 45 minut chyba nie wystarczyło
Może potrzebuję więcej czasu?
A może to tylko sen?
Melancholia ma nade mną kontrolę
Bo ja nie mam już kontroli nad sobą
Czy można napisać trochę więcej niż cztery kartki? Bo musiałbym napisać chyba niezliczoną ilość książek i każdą nazywałaby się podobnie
Stworzyłbym historię która nigdy nie będzie zapomniana
Gdzieś tam będzie trwać
Daleko mi jeszcze do siebie
Ale odnajdę się
Wkrótce
Dam radę
Uczysz mnie żyć bez tego poczucia że powinienem czuć się tak jak czułem się kilka lat temu
Tylko że to już minęło
Tego już nie ma
I cieszę się że mam kogoś kto potrafi pokazać mi to, że jestem dobry
Że umiem żyć bez tego uczucia
Że potrafię jeszcze żyć
Kiedy zacząłeś mi to uświadamiać
Uświadomiłem sobie, że mimo że kiedyś ich potrzebowałem, to teraz już nie potrzebuje
Teraz już niczego nie muszę
Nie muszę już tęsknić i się starać
Nie muszę zabiegać
Ja już zrozumiałem że to zniknęło
Że to było
Że to co było teraźniejszością, teraz jest przeszłością
I nie ma możliwości powrotu
To był bilet w jedną stronę
A myślę i zawsze myślałem że nie powinienem za wami tęsknić
Pisaliście żebym nie tęsknił
Zawsze będę tęsknić
Ale już was nie potrzebuje
Jestem Polakiem dlatego powinienem być
Miły
Empatyczny
Pomocny
I tak dalej
Polak to człowiek to tylko narodowość bo UWAGA UWAGA każdy z nas jest człowiekiem
Solidarność może zwyciężyć wszystko
Trzeba być tylko człowiekiem
Polak ostatnio Polakowi wilkiem
Tylko czy zawsze tak było?
Nigdy od żadnej innej narodowości nie usłyszałem przykrych rzeczy jak od Polaka
Polacy się nie lubią
I to brutalna przykra prawda
Nie lubią się i nie zapowiada się że mieliby się polubić
Siebie nie rozumiem
Ale to już od dawna
I zrozumiałem że moim przeznaczeniem jest pomagać
I chce pomagać
Bo
Sprawia mi to radość i satysfakcję
Wtedy czuję się potrzebny
Pamiętam jak załatwiłem kosze na śmieci
I wtedy zrozumiałem że mogę
I że mogę więcej
Chcę więcej
W końcu
Lubię siebie
Krótkie posty sprawiają że nie czuję obowiązku codziennie pisać o tym co mnie boli
lubie czasami napisać jedno słowo które definiuje mój dzien
i to nie jest na siłę, nigdy nie bylo. dalej to czuje i czuć będę
od prawie trzech lat posty codziennie. i to jest niesamowite że dalej chce k mi się chce
Październik mnie na razie nie zawodzi
Nie panoszy się
Co innego ze mną
Nie znam umiaru
A powinienem znowu przestać
A dzieje się co się dzieje
Za ciężko na sercu
Choć październik mnie na razie nie zawodzi
Na razie
Później się okaże
Nie wiem czy czuje się dobrze czy nie
To się okaże nazajutrz
Moment który zmienił moje życie
To była przeprowadzka w 2022
Od tamtego czasu
Nic nie wygląda tak samo
Przeprowadziłem się do Lublina nie tylko na studia, nie tylko dla przyjaciółki ale też dla siebie.
Cały czas szukałem zmiany, szukałem nowego życia i nowego powietrza. Chciałem oddychać
W Lublinie to znalazłem
W Lublinie zmieniło się naprawdę wszystko
Lublin nauczył mnie życia
Zrozumiałem co to znaczy mieć i nie mieć pieniędzy
Trafiłem w najgorszym czasie bo inflacja wtedy szalała
Ale ja żyłem
Spotkałem osoby które były zupełnie inne ode mnie, ale przez to też bardzo podobne. Bo ja też byłem inny. Ja też byłem taki a nie inny.
Życie w dużym mieście to coś innego
To inny świat
Zaczynasz dostrzegać że nie wszystko jest takie na jakie wygląda.
To trwa dwa trzy lata
I to niesamowite jak ten czas niesamowicie szybko zleciał
I leci dalej
A ja z nim
Naboki stroisz sobie ze mnie zarty
wiesz ile mnie kosztujesz?
daj na wstrzymanie
prosze!!!
I znowu jest październik
Znowu myślę o 2017
I o tym jak kolor pomarańczowy stał się kolorem codzienności
Dlaczego tak musiało być?
Przecież byliśmy nierozłączni
I dlaczego, do cholery, ja ciągle o tobie pisze
Ty nawet o mnie już nie pamiętam
A ja…
Zatapiam się w przeszłości
Nasze buty prowadziły nas tam gdzie nieodkryte
A nasz muzyka towarzyszyła nam całą drogę donikąd
Cholernie za tym tęsknię
Nie sądziłem, że będę za tobą tak długo tęsknić
Zastanawiam się czy dalej tam chodzisz
Bo ja
Oddałem ci młodość
Poczułem się jak na początku z tobą
Znowu czując Twoją miłość
I to, że może jednak mnie kochasz
Twój uśmiech znowu jest tak samo promienny jak kiedyś
I twój dotyk
Znowu jest tym dotykiem
Dalej tęsknię gdy cię nie ma
Ale jestem spokojny bo wiem że wrócisz
Tak jak na początku
Czuję się jak na początku
Czułem ciebie tak bardzo
Teraz też czuję
Twoja obecność faktycznie jest obecnością
Obaj codziennie to było za dużo
Nie pozwolm
To ty nie chciałeś mnie z nią poznać
A nie to ona nie chciała poznać mnie
Jak mogłeś mi to zrobić?
Prosiłem 10 miesięcy o to, abyś zapytał
Nawet nie zapytałeś
Nawet nie chciałeś zapytać
I jeszcze sprawiłeś, że czuję się, jakby to było przeze mnie
Jakbym to ja zawinił
To ty zawiniłeś
To nie jest moja wina
To nigdy nie była moja wina
Wstydzisz się mnie i wstydzisz się siebie
A to było tylko potwierdzenie
Nasze obietnice już pewnie nic dla ciebie nie znaczą
Pewnie sam dajesz sobie radę i sam się zadowalasz używkami i uzależnieniami
A ja przez Ciebie cierpię w tym ciemnym pokoju
Stojąc nocą na balkonie
I tęskniąc za tobą
Ty się dobrze bawisz ze znajomymi
Nasze obietnice nie znaczą już nic
Totalnie nie znaczą
Bo ty uważasz, że skoro nie ma Cię ciągle, to możesz robić rzeczy takie, które wiesz że mnie skrzywdzą, a tobie dają radość
Cieszysz się z tego, że cierpię?
Czy Ty się tym karmisz?
Dlaczego mi to zrobiłeś?
Rzuciłem dla ciebie pracę na dojazd
Rzuciłem dla ciebie pieniądze, tylko po to żeby móc spędzać z tobą jak najwięcej czasu
Nie jeździłem do rodziny, dla Ciebie
To nigdy nie wystarczyło
Wypaliłeś ze mną wszystko, a teraz chcesz mnie wyrzucić, jak ten popiół
Dlaczego mi to zrobiłeś?
Może przeczytasz kiedyś moją książkę?
Bo ona wciąż leży na półce, czeka na ciebie
I już nawet zbiera się na niej kurz
Bo mija kolejny miesiąc
To smutne, że nawet o niej nie pamiętasz
Ktoś chyba zabrał ci empatię
Może to ona
A może on
Już nawet nie reaguje
Czasami myślę i zastanawiam się
Co ja jeszcze tutaj robię?
Co co mnie trzyma
I dlaczego
Później wraca ta myśl
no tak
To przecież miłość
Chyba miłość
Tak trudno to zdefiniować
bo zawsze byłem raniony
okłamywany i miałem pecha
Niedość że w szkole mnie nie lubili
To nie lubią mnie jak jestem w związku
Chyba nigdy nikt nie lubił
Książka dalej czeka, ciekawie ile jeszcze da radę. Książki też mają swój czas
Nie mogłem rozwijać mojego hobby
Miałem ograniczenia
Bo gdy chciałem
To pojawiały się wrzaski
Więc po kryjomu
Kiedy byłem sam
Próbowałem nie raz
Ale to nie to
Bo pamięć już nie ta
I wymyślałem na flecie piosenki
I uczenia:
do re mi re sol fa mi re do
Wciąż mam to w głowie
Więc może pamięć wraca?
Dobrze grałem
Uczyłem się sam piosenek z Violetty
Umiałem intro
Umiałem te creo
Teraz już tego nie mam
Bo nie mogłem nad tym pracować
Zapominam
Nie chciałem zapominać
Nie mogłem się rozwijać
Więc przestałem
Dlatego
Nie mogłem rozwijać swojego hobby
Pewnie już o mnie nie pamiętasz
Zabiliśmy wszystko co chcieliśmy pozostawić
Boję się że nie dam rady bo myśląc o tym wszystkim, znów upadam na kolana
One i tak są już zdarte
Nie zdążą się odnowić, a znów muszą być skrzywdzone
Jezioro już nie pomaga
Powiewa wspomnieniami, kiedy byliśmy na obcej ziemi
A teraz siedzę sam i myślę jakby mogło być gdyby
Gdyby co?
Nie powiewa uczuciami
Dlaczego tak musiało być?
Dlaczego to zrobiliśmy?
Co z naszym latem
I co z naszą zimą
Z naszymi grami i bohaterami
To wszystko przepada
Przepada
Przepadło
90% baterii
Jeszcze długa droga do końca
I z każdym procentem mniej
Liczę, że zaraz wrócisz
Ale nie wracasz
Coraz mniej baterii, a Ciebie dalej nie ma
Chyba już nie wrócisz
Zbliżamy się do końca
Tryb oszczędzania baterii też już się kończy
Nie wróciłeś
Chyba musimy się pożegnać
A teraz leżę na tym łóżku
Na tej kanapie
Gdzie łzy wylewały się jak szalone
I twoja pościel, którą dostałeś
Nam tak bardzo pasowało
Było wygodnie
Na nim zawsze myślałem czy zrobić pranie
i czy pomożesz mi je rozwieszać
Tęsknię za tobą
Siedzę na tym balkonie
Na którym wszystko się zaczęło
I w nocy
Te noce były wyjątkowe i nigdy ich nie zapomnę
Bo one są jak Boomerang
Nie wiem co ze sobą zrobić
Bo ciebie już tu nie ma
Ja wciąż jestem
I tęsknię za wszystkim
Czy ja już zawsze będę tęsknić?
Czy już zawsze będę na tym balkonie?
Lubię go
Ale już nie chce
Już mam dość
To dziwne że teraz wącham twoją podkoszulkę
Żeby nie zapomnieć jak pachniesz
Bo teraz Cię nie ma
Ten zapach teraz zaraz przeminie
I mija
Teraz siedzę sam w naszym pokoju
Ciebie juz tu nie ma
I cie nie będzie
Ciekawie czy ten pokój Cię zapomni?
Ciekawe czy moje pszczółki czasami przemówiły do Ciebie
Ciekawie co takiego po by ci powiedziały
One pewnie też będą za tobą tęsknić
Dużo rzeczy będzie za tobą tęsknić
Tak jak twoje kwiaty, o które tak bardzo dbaliśmy
Czy one zwiędną i znowu będę musiał podlewać je łzami?
Czy one wyrosną?
Będzie cię pamiętać nasze łóżko, na którym rozmawialiśmy na tak poważne tematy?
I te głupie paprochy
Moje oczy także będą cię pamiętać
I to jak na ciebie patrzyły
Widziały wszystko co dobre
I były najpiękniejsze wszystko na świecie
Ciągle patrzą
Miałeś pomóc mi myć okna
A nawet tego nie doczekaliśmy
Mój strach polega na tym
Gdybyś przechodził przez ulicę, idąc do żabki i wpadłoby ci coś w oko
I to nawet nie coś, a ktoś
Że zobaczysz lepszego, piękniejszego i poczujesz to co kiedyś czułeś do mnie
Mój strach polega na tym
Gdybyś odszedł trzaskając drzwiami, a kolega by cię przyjął do siebie
A później znalazłbym jego bieliznę w naszym koszu na pranie
Byłaby inna, niż wszystkie inne
Mój strach polega na tym
Gdybyś poszedł beze mnie do klubu i pojawiłby się ktoś, z kim byś zatańczył
I zdarzyłby się, ale nie sam taniec
A w łazience byłoby gorąco
Mój strach polega na tym
Gdybyś wyszedł na miasto z kumplami i wrócił w stanie nietrzeźwości
I nasza miłość znowu uległaby zmianie, znowu zmiana klimatu
Mój strach polega na tym
Gdybyś znalazł inne miejsce i mnie zostawił w starym miejscu
Samego ze wszystkim
Mój strach polega na tym
Że boję się, że to wszystko może się zdarzyć, a ja nie mam pewności, że się nie zdarzy.
100% nigdy nie istnieje
Mój dreszcz wita mój starch
Bo każda zadana mi krzywda
Szykuje coś nowego
Jakby kraina siły wyższej
A tam kwiatek którego kiedyś podlewałem łzami
Chciałbym znowu kochać
A wiem że będę cierpieć
I to się łączy
Bo dzięki temu możesz żyć
A moje postępy postępują na następny przystanek
Może mój kwiat rozkwitnie gdzieś indziej?
Może wciąż jestem w tym z rumieńcami
Nie chcę już Cię pytać o pamięć
Była jeszcze dzieckiem
Jak ja
Piękne perłowe włosy i duże niebieskie oczy
W czasie gdy odchodziła, nawet nie krzyknęła
Ona po prostu już wiedziała, że za chwilę już jej nie będzie
I ona była sama
Patrzyła przez chwilę wokół, wzrokiem, być może szukającym pomocy
Ona czuła
Ten wyraz twarzy, towarzyszy mi codziennie
Ta bezsilność
Ten żal
Ta chęć życia
Miała tylko 23 lata
Przepraszam cię
Że
Ja jestem boomerem
I wiecie co
Chyba mi z tym nieco niedziwnie i to aż dziwne
Myślałem że będę się tego bać
Że nie dam rady więcej gdy dorosnę
Dorosłem
Za niedługo już 24, a ja dalej jestem w 15 zostałem
I dalej pisze 50 faktów o sobie ale inaczej
W tym notatniku, pamiętniku
No bo jesteście w moim pamiętniku
Możecie też nie być, jeśli chcecie
9 lat minęło
A ja
Dalej w 15
Nie da się wrócić do poprzedniego życia
Ono już nie istnieje
I nie będzie przecież istnieć
Szkoda tylko że w umyśle ono dalej jest
Ono dalej trwa i tańczy walca
Trauma robi swoje
Trauma sprawia, że chcesz wrócić do życia sprzed traumy
Nie da się odbudować tego, co dawno zostało zburzone
Lecz zawsze możesz zbudować coś nowego, świeżego, zdrowego i piękniejszego
Masz w tym moc
Masz możliwość
Masz wiele możliwości
Przez chwilę jak w 2019
Ja chyba dalej jestem zraniony, pogubiony
Chory.
I nie tylko na umyśle, nie tylko tam gdzie widać.
Ale czy widać?
Bo straciłem już wszystkich kogo zyskałem.
Czy kogoś zyskałem?
Czy na pewno?
Bo straciłem kogoś.
Chce ciągle być Smutny
Jestem Smutny
Chyba znowu ucieknę
i zacznę od nowa.
Tylko teraz już nikogo nie będę chciał.
Nikogo
Ani mieć
Ani kochać
Chce znowu zacząć oddychać
Czuć się
Da się jeszcze?
Przecież zostawiłem moje rośliny w innym miejscu
A to ja podlewałem je co rano.
Kto teraz będzie to robić?
Kto o nie zadba?
Czy będą jeszcze zdrowe?
Martwię się tylko o nie.
Czy znasz to uczucie gdy przeczuwasz, że zaraz się coś skończy?
Wiesz że jeszcze jakiś czas i zaraz nadejdzie koniec.
Zawsze przez ten czas, który szykuje mnie do końca, czuję niepokój, strach i ból
Przygotowuje się
Bardzo, bardzo powoli, ale przygotowuje
Tylko chyba to coś, do czego przyzwyczaić się nie da
Tylko raczej… może będzie mniej boleć?
Sam nie wiem, jak to już wygląda.
Inaczej traci się przyjaciela
To inne uczucie
Już tylu ich było, a miłości było zbyt mało, prawie wcale, dlatego zapomniałem jakie to uczucie
Ale czuję
Czuję, że zaraz to nadejdzie
Ja odchodzę w nieznane
do miejsc, które mnie wołają, a teraz woła mnie Kraków
Już nie mogę
już nie chce tu żyć
już mi za ciężko
a ty chyba wolisz tu
to
Nic
Czy jeszcze będę kiedykolwiek ważny?
Dla kogokolwiek
Żeby poczuć dłoń na biodrach
I to jak mnie obejmujesz
Kogokolwiek
Żebym wiedział że jestem całym światem
Czy jest ktoś taki?
Czy jest ktoś taki kto naprawdę zrobi dla mnie wszystko?
Proszę
Losie ześlij mi miłość
Ześlij mi osobę która chce i będzie chciała na zawsze
Czy warto tkwić w czymś co i tak się już kończy?
Może to powinien być koniec?
Tylko czy rośliny na to pomogą?
Czy to na pewno tylko przyjaciel?
Bo coraz częściej widuję was na mieście
I zakłada twoje bluzy
Do domu trafia z pomocą twoją
I sobie idę powoli
W deszczu nie widać mych łez
Nawet gdyby było widać
To teraz się już nie wstydzę
Częściej myślę, czy dałbym radę znowu
Bo ja chcę się po prostu rumienić gdy cię widzę
Gdy Cię czuję
I zimno
Chyba skoczę dziś do jeziora
Na balkonie się nie da
Wieje wiatr
Powiewa liście
A jestem jednym z nich
Zara opadnę
I znów mnie zdepczesz
Będę w kałuży
I tam zniknę
Słyszę ludzi śmiejących się
Z czego się cieszą?
I dlaczego ja nie mogę
Właśnie zgniłem
Bardzo brakuje mi tego uczucia
Gdy wiem że twoja satysfakcja wszystkich usatysfakcjonuje
Brakuje mi tego, żebym poczuł że chcesz
Ale czy chcesz
Skoro to problem wielu miesięcy, to czy nie warto spróbować inaczej?
Co ja mam zrobić?
Co zrobić aby, to zrobić
Tęsknię za tym uczuciem, kiedy wiedziałem, że do czegoś się nadaję
Ale to za długo
I boję się, że mogę nie wytrzymać
Każdy ma swoje limity
I boję się, że one się zbliżają
To problem we mnie siedzi? Wcześniej, u innych, nie było problemu
A ja go tworzę
Co zrobić żeby w końcu to poczuć?
Chcę to poczuć
I czuć
Sztorm mi ciebie zabrał
Fala była tak duża, że nie zdarzyła cię powstrzymać
A teraz moja głowa wędruje w Oceanie
I wędruje z falami, tylko po to żeby Cię odszukać
Dalej nie znalazłem
I boję się, że już nie znajdę
Powoli moja głowa już tonie
I chyba się nie uratuje
Bo teoretycznie to
Mimo, ze zmieniło się wszystko
Całe moje życie wywróciło się do góry nogami
I gdyby to tylko 500 metrów
A to kilometry
To inny dom
To już nie to samo
To czuję się tak jakbym dalej miał 16 lat
Jakbym dalej zwiedzał świat kilometrami i cieszył się z nowo poznanego miejsca
Ale nie
Ja już nie mam 16 lat
Już nie ma tamtych miejsc
I ciebie też już nie ma dwa lata
Czasami za tobą cholernie tęsknię
I myślę jak ułożyć sobie życie bez ciebie
Przecież z tobą zwiedzałem świat
i zawsze oboje zastanawialiśmy się co to jest, to niebieskie z daleka
Teraz już wiem, że to było powietrze tylko w innym miejscu
Chciałem świat zwiedzić z tobą
Tylko z tobą
A teraz bez ciebie mi smutno
Nie chodzę już na spacery, bo bez ciebie to już nie to samo
Już nie słucham naszych piosenek, których słuchaliśmy zawsze w podróży
Już nie robię zdjęć i już nie chowam się w al’a lesie
Już nie szukam nowych rzeczy
Bez ciebie nie ma sensu tego robić
I włos staje mi dęba kiedy widzę co się z tobą dzieje
To już od dawna nie jesteś ty
A ty przecież taka nie byłaś
Gdzie jesteś?
Co się z tobą podziało?
Twoje imię na literę A
A teraz w alfabecie zniknęłaś i mój zaczyna się na B
Mój Świat bez ciebie nie istnieje
Boże jakie to wspaniałe uczucie leżąc na wodzie i patrzeć w niebo słuchać ćwierkanie ptaszków
tesknie za tym
W pokoju panowała cisza, którą przerywało tylko ciche buczenie lodówki zza ściany. Na ekranie telefonu błyszczały kolejne zielone dymki, jakby bohater w gorączkowym transie wyrzucał z siebie słowa.
„Proste. Popełnię samobójstwo.”
Litery układały się w wyrok, którego nawet on sam nie chciał jeszcze głośno wypowiedzieć. Palce drżały, ale pisały dalej.
„Odetnę tłuszcz z brzucha. Wyślę ci pocztą. I się wykrwawię. Z flakami na wierzchu.”
Było w tym coś groteskowego, niemal teatralnego – jakby desperacja mieszała się z czarnym humorem, jakby śmierć mogła być listem, przesyłką, czymś, co da się zapakować w kopertę. A jednak pod maską ironii kryła się prawda: pustka, która wciskała się do środka jak chłód zimowego powietrza przez nieszczelne okno.
Telefon zamilkł. Nikt nie odpisał.
W pokoju wciąż panowała cisza, lecz teraz brzmiała jak echo czegoś większego – jak echo samotności, która właśnie znalazła słowa.
To był dobry weekend
Taki niespodziewany, zaskakujący i nowy
Bo bliskość z naturą najważniejsza
I czuć
Życie
Nowe rzeczy prowadzą do przyjemności
A niespodzianka się udała
Więc widziałem w twych oczach wdzięczność
To dobre uczucie
Kiedy ktoś coś docenia
I dobrze że docenia
I widzi dużo pracy
Bo się starałem
A prezenty i niespodzianki
To coś co lubię najbardziej
Mój grób nad ziemia
To drzewo pełne kwiatów
A te kwiaty pachną życiem
I chciałbym, aby inni go wąchali
Tylko po to
Żeby poczuli życie
I to, że jeszcze żyją
Że jeszcze mogą
I dni tęsknoty oddam drzewu
By kwiaty na nim, mogły zmienić je w dobroć
A ludzie go wąchający
Zamienią zło, w dobroć
W to czym kiedyś być chciałem
Niech mój grób porasta bluszczem i krzakami
Dzikimi różami i magnoliami
Ja nie chcę betonu po życiu
Wystarczy, że miałem go dużo za życia.
Niech korzenie zakorzenią się tak mocno i głęboko, że nikt nigdy nie da rady ich zerwać
A jak zerwią
To odrodzą się ponownie
Bo ja jestem za uczciwością
Nie jestem za kłamstwem
Bo kiedy umrę
To one i tak by wyszły
Tak jak moje sekrety i uczucia
A ja i tak umieram w tym świecie
Bo kończę przyjaźń z roślinami i naturą
Albo się nią staje
I trzepie tym trzepakiem na trzepaku
Żeby pomyśleć o tym kiedy miną nieprawdziwe informacje
One też się chyba rozpuszczą w ziemi
I ja też
Bo wszystko co złe oddaje ziemi
Wszystko co złe niech się w dobre przemieni

W nocy widziałem spadającą gwiazdę
Więc od razu wypowiedziałem życzenie
Pomyślałem o tobie
I o nas
Chciałbym cię na zawsze
Chciałbym czuć cię na zawsze
Ja już nie chce bez ciebie
Miłość jest szalona
A gwiazda za szybka
Ciężko było zdążyć z życzeniem
Ale
Czułem cię
I czułem ją
Bo moja miłość do ciebie jest jak gwiazda na niebie
Jak kometa
Czasami widzę Cię jak przez tysiąc lat świetlnych
Czasami gaśniesz
Ale wiem, że wkrótce znów się pojawisz
Ciągle
Cię
Chce
Niełatwo jest ci dogodzić
Kiedy zmieniasz się w inną osobowość
I udowadniać, że to nie wszystko moja wina
I że „nie wydaje mi się”
Chciałbym żeby mi się wydawało
Chciałbym
Ale nie wydaje mi się
I gubię się codziennie
Już sam
Nie wiem
Co
Czasem mam wrażenie, że dla świata to i tak obojętne.
Codziennie zatracam się w sobie głębiej i głębiej.
I coraz częściej nie wiem, czy chcę jeszcze gdzieś należeć.
Kocham — choć może to złe słowo.
To coś więcej niż przywiązanie, a jednocześnie mniej,
bo przecież oczekujemy innych rzeczy.
A ja nie potrafię dać tego, czego pragnie druga strona.
→ Nawet tej nocy, gdy spadały gwiazdy, byłem sam.
Ktoś inny patrzył w niebo obok Ciebie, a ja — pytałem siebie,
czy to jeszcze coś znaczy.
Przecież znasz mnie, prawda?
Powiedz, że pamiętasz, co lubię.
Bo jeszcze niedawno wiedziałeś.
Choć nie zaglądałeś do książek, choć nie czytasz tego, co ważne dla mnie.
A jednak potrafiłeś rozumieć.
Czy znasz moje ciało tak, jak zna się litery, które tworzą opowieść?
Czy chciałbyś je przeczytać — od początku do końca?
Chyba znów jestem smutny.
Niełatwo jest ci dogodzić
Kiedy zmieniasz się w inną osobowość
I udowadniać, że to nie wszystko moja wina
I że „nie wydaje mi się”
Chciałbym żeby mi się wydawało
Chciałbym
Ale nie wydaje mi się
I gubię się codziennie
Już sam
Nie wiem
Co
Dzisiaj każdy jest na mnie zły
Może faktycznie każdego ranię nawet nieświadomie?
Czasami myślę że robię komuś dobrze, aby było lepiej, a później okazuje się, że tylko denerwuje i niepotrzebnie zwracam uwagę
Dzisiaj chyba każdy jest na mnie zły
Bo niepotrzebnie się odzywam
Niepotrzebnie mówię o swoich uczuciach
Czasami może warto zatrzymać coś dla siebie
Byłaś dzisiaj w moich snach
I okazało się, że nawet w snach jesteśmy skłóceni
Szkoda że Kwiecień już dawno minął, a sierpień się powoli kończy
Chyba byłaś na mnie zła w kwietniu
Może kwiecień to wcale nie jest miesiąc kwitnienia?
Jakoś w tych wiosennych miesiącach, wszystko się skończyło, a nic nowego się nie rozpoczęło
Odnalazłem cię w swoim zdenerwowaniu, ale wiem, że już nam nie wyjdzie
Że nie zaprosisz mnie na wesele
Że już nie jestem ważny w twoim życiu, bo po prostu zniknąłem
I wcale nie zapowiada się żebym wrócił
Chyba już nie wrócę do twojego życia
Bo ciągle jesteśmy źli
I tak pozostanie
Nie chce jeść tylko owoców
Lubię je, ale czuję się ograniczane
A gdy patrzę na wagę i widzę choć 100 gramów więcej, karam się za przytycie
Bo ja taki nie byłem, ja nigdy nie byłem większy, a zawsze był z tem problem
Kalorie są liczone przy każdej okazji
A liczenie cukru już weszło mi w nawach
Czasami czuję się jak taki robot, który musi być idealny
A to nie ludzie tego chcą
Tylko moja głowa mówi, że mam być taki jaki byłem
Że nie mogę być inny
Czy moje zaburzenia odżywiania karmią moje kaprysy?
Nikt nie potrafi wytłumaczyć mi, że moje tłumaczenia nie są wytłumaczalne
Ja po prostu nie czuję się sobą
Nawet gdyby teraz spadło coś z nieba, to i tak liczyłbym na małe kalorie
Ciężko jest być ciężkim
Ale ciężko też być nieciężkim
Ja ciebie też, bardzo
Naprawdę
Boję sie, ze to już nie jest to
Że straciłeś do mnie całe swoje uczucia
A przecież były tak duże
Codziennie spotykam cię w moich snach
A przed chwilą pióro wleciało przez okno
I ja już sam nie wiem czy to dobry znak
Bo z każdym następnym razem
Myślę o tym coraz bardziej i więcej
Czuję to coraz bardziej i szerzej
Boję się tego uczucia
Tego
Że mogę Cię kiedyś stracić
Tylko, że chyba powoli Cię już tracę
I to się czuje
Ciągłe obawy o to, że pokochasz kogoś bardziej
Że ktoś odbierze mi rolę najważniejszego
I że już taki nie będę
Czy możesz mi obiecać, że zawsze będziesz mnie kochać
Że zawsze będę wyglądać tak w twoich oczach, jak wyglądałem na początku
Że będziesz czuł do mnie, to co czułeś kiedyś
Proszę
Błagam
Powiedz, że Ty mnie też bardzo
I że nigdy nie odejdziesz
Balony żółte na tym ekranie
i twoje ręka na robocie
ciekawe jak się w tym bawisz
i ciekawie ci ci to daje
no bo ciężko to ogarnac
ciezko to zrobic
ciezko być cicho
Chciałbym stworzyć z tobą dom
To była pierwsza piosenka jaka mi się włączyła po kłótni z tobą
Czy nawet radio wie jaki mam humor?
Bo
Chciałbym z tobą stworzyć dom
Dałem ci każdą cząstkę mojego wewnętrznego dziecka
Nie potraktowałeś tego poważnie
A ja go straciłem
Lubię cię za bardzo przez co myślałem żebym zbudować z tobą nowe życie
Tylko że rzecz zaczynająca się od litery A, miała inne plany
Często myślę, ze jest to dla Ciebie mus
Że ty inaczej nie potrafisz
Że ty nie chcesz nawet spróbować inaczej
To Cię potrafi wychillować
Dlaczego ja nie mogę być tym impulsem, który cię uspokoi
Dlaczego to ja nie mogę być dla ciebie tym musem
Powiedziałeś, że straciłeś do mnie cały swój szacunek, przez coś, co nawet nie było prawdą
Bo ranisz mnie co tydzień
A ja co tydzień ci to wybaczam i myślę, że jutro będzie lepiej
Ale nigdy nie jest
Już chyba nie oddychamy tym samym powietrzem
Tym samym tlenem
Chyba coraz mniej się rozumiemy
A ja
Boję się ciebie stracić
Ta myśl, doprowadza mnie do paniki, której nigdy wcześniej nie znałem
Może faktycznie to powinno się już skończyć
Powinno wyjść na zero
Bo ja i tak jestem
Zerem
Chodziłem z tobą gdzie tylko chciałeś
Robiłem to o co tylko prosiłeś
Gdy czułeś się źle, próbowałem robić wszystko żebyś czuł się dobrze
Nawet kiedy spotkaliśmy się z MOJĄ rodziną, po krótkim czasie chciałeś już wracać
I ja to zaakceptowałem
Nie patrzyłem na to że mieszka na drugim końcu polski
Nie patrzyłem na to, że chce spędzić z nimi czas
Ja zawsze patrzę na ciebie
I na twoje dobro
Nie dbam o swoje
Czuję, że straciłem swoje i dlatego muszę dbać o twoje
Mówisz, że przecież mogę, że powinienem
Ale gdy już jest na to szansa- nagle czujesz się źle, nagle jesteś zmęczony i chce ci się spać
Nagle już za dużo ludzi
Za dużo wszystkiego
Wtedy już się nie liczę
Czy ja się liczę tak samo jak Ty?
Czy twoje potrzeby są ważniejsze od moich?
Dla ciebie robię wszystko
Dla ciebie chcę robić wszystko
Ale przez to czuję, że już tracę siebie
Czuję, że już straciłem
Siedzę na tej czerwonej macie
I przypominam sobie przeszłość, kiedy siedzieliśmy na niej w trójkę
Z tobą i z nią
Lubiłem siedzieć na ziemi
Czułem się przy was komfortowo
Mogłem zdjąć buty i nie bać się, że popatrzycie na mnie krzywym wzrokiem
A oni siedzieli gdzieś indziej
A my byliśmy ciut niewidoczni
Dlatego tam siedzieliśmy
Mało słuchaliśmy tego, co chcieli nam powiedzieć
Każdy zajmował się sobą
Tęsknię za wami
Trzeba mieć jakieś cele
A teraz mój cel to zniknąć z tego miasta
Nie mogę znieść tego, że jest tutaj tak jak jest
Bo mimo tego że na zewnątrz jest ładnie, to w środku cuchnie
A ja już nie chcę cuchnąć
Czuję zapach innego miejsca
I chce go powąchać
Jeśli się znudzi
Znajdę inny zapach
Inne miejsce
Które mnie uszczęśliwi
Chcę poznać nowe
I chcę kochać
Chcę czuć
Mrok a dusza
Tak jakby łączą się w całość
To praktycznie to samo
One czują podobnie gdy nie czują podobnie
Pojawiają się wątpliwości czasami
Bo dalej myślą, że to coś innego
A to jest to samo
I nieważne jest to co stało się 6 lat temu
To wciąż trwa i będzie trwać
Mrok nie ucieka
Mrok nie pyta
Mrok po prostu jest i nie da się go wyzbyć
On będzie
Moje uczucia przejmują kontrolę
I to wcale nie jest przyjemne
Wcale nie jest proste
To niedobrze
Ja jestem swoją głową
A nie moje uczucia
Pozwoliłeś mi wracać w nocy samemu
Poczułem się tak, jakbyś wcale nie chciał mnie zatrzymać
Tak jakbym wcale nie był taki ważny jak ty jesteś dla mnie
Nie potrafiłbym Cię puścić i nie bać się, że coś może ci się stać
Słyszę, że przecież jestem dorosły i nie odpowiadasz za mnie
Tylko czasami robi się rzeczy wbrew sobie, dla osoby, którą się kocha
Niby
Czasami myślę, że mamy inne patrzenie na miłość
Na to jak ona powinna wyglądać
Czy jest jakaś definicja miłości?
Ciągle łzami podlewam rośliny, bo tylko one zostają ze mną do samego końca
One nie pytają
One po prostu słuchają i pomagają tylko tym, że są
Nie muszą mi nic mówić
Czuję je
Dlaczego nie możesz po prostu być?
Dlaczego nie umiem cię już poczuć tak, jak rośliny czują mnie
Dlaczego nie umiesz mnie już tak poczuć, jak rośliny czują ciebie
Powiedz mi, że to był tylko błąd
Powiedz, że się postarasz i nie dojdzie do czwartego
Nie chcę żeby dochodziło do czwartego
Bo trzeci
To i tak już dużo
Po tobie nie będzie już nikt
I boję się, że cię stracę
Ale nie chcę być już na tym miejscu
Nie chce być człowiekiem, który nie jest człowiekiem
4 to już jest za dużo
A ja nie umiem tego zaakceptować
Bo to sprawia, że zamieniasz się w kogoś, kogo nie znam, kogo nie chce poznać
Bo nie chcę cię znać takiego
Nie jesteś dla mnie wtedy sobą
Albo jesteś sobą tylko wtedy
Gdy słyszę ten ton, z którym ciężko się porozumieć
Moje serce nie wytrzymuje
Moje serce działa w innym trybie, a mój głos nagle dostaje mutacji kolejny raz
Nie jestem chyba wart tego, czego jestem wart
Dałem ci wszystko czego tylko potrzebowałeś
Wychodziłem wcześniej z pracy
Rezygnowałem z prywatnych pacjentów dla ciebie
Tylko po to żeby być godzinę wcześniej w domu i móc cię zobaczyć
Móc po prostu z tobą pomyć i czuć twoją energię
A teraz
Pewne rzeczy wychodzą z człowieka, kiedy człowiek powie ci wszystko, tylko dlatego, że go nie ma
Ja już nie wiem w jaki sposób ci wytłumaczyć to, że z każdym dniem znikam od ciebie, a to sprawia że znikam od siebie
Naraziłeś mnie niebezpieczeństwo i pozwoliłeś mi żebym poradził sobie z tym sam
A kilka godzin temu mówiłem że czuję się przy tobie bezpiecznie
Czy uczucia ulegają zmianie po pojedynczych sytuacjach?
Czy 30 minut dłużej ma znaczenie co do jednego roku nas?
Obiecałeś
Ty często obiecujesz, a to rani mnie jeszcze bardziej
No bo jak można… nie być, kiedy się jest
Kiedy się powinno
A teraz
Czas na plusy i minusy
Zaraz koniec lipca
A ja nie poczułem lata
Tak jakby w ogóle nie przybyło
Zbłądziło gdzieś po drodze
I nie potrafi się odnaleźć
Może ktoś go skrzywdził i dlatego postanowił, że nie przyjdzie?
Trzeba zrozumieć pewne rzeczy trochę inaczej
Może naprawdę budzi się z krzykiem
I czuje się zmęczony
Nie wyspał się i teraz śpi
Ale lato
Proszę przyjdź
Daj sobie szansę
Daj nam szansę na traktowanie cię najlepiej jak potrafimy
Wykorzystamy wszystkie swoje szanse, które nam dajesz
Lato
Daj nam szansę
Podaruj nam trochę słońca
Podaruj nam ten letni wiatr
Podaruj nam
Siebie
Czasami chciałbym wrócić do poprzedniego życia
Przed tym jak wyjechałem i przyjechałem
Przed tym gdy to wszystko zaczęło mieć sens mimo, że nie miało sensu
Te miesiące zmian i zrozumienia, że mam jeszcze chwilę na szaleństwo
I to
Minęło w mgnieniu oka
Już bym nie wrócił
Już bym nie chciał być tym chłopakiem, którym byłem
Nie poznałbym Ciebie
A gdybym się poddał, bo już prawie miałem to zrobić
To teraz bym cię nie miał
Nie mogę sobie wyobrazić życia bez ciebie
Ale tutaj dwa lata to już za dużo
I chce spadać dalej
I dorastać gdzieś indziej
Tylko teraz
Z tobą

kiedys opowiem wam ile czuje
O!
Jadę pieszo na torach
Gdzie szerz rosną ciepłe drzewa
I oddycham na podstawę zieleni
Bo obok budują się budynki w powietrzu
O!
Stare nowe ścieżki traktorów
Ze znakami przeciwdeszczowymi
Z cyborgami ptakowymi
I liczne przygody od ciebie
O!
Kończ tą ciapę
Kończ koniec
Zanotowano u Ciebie ból moralny
Zauważyłem, że ciało odmawia Ci posłuszeństwa
Można zauważyć niepewność, która Ci towarzyszy przez uraz, którego doznałeś.
Przyjrzyjmy się Twojej przeszłości - dużo można ominąć
Problemy ze snem?
W porządku to tylko koszmary, które zabiorą Cię w lepsze miejsce.
Czy będzie najlepsze?
Piekło przypomina niebo. Zastanów się co lepsze dla Ciebie.
Dbaj o swojego stwórcę w Tobie.
Bo może w pewnym momencie ujrzeć kolor czerwieni
Czy on Cię pobłogosławi
Tego nie wie nikt.
Uzależniłem się od przytulania
Ciągle chce przytulać i znowu czuć się bezpiecznie
Odpoczywać spokojnie w twoich ramionach
Uśmiechać się i trzymać Twoją rękę z moją ręką, na biodrze
Moim biodrze
Gdy przytulasz mnie na pożegnanie to pożegnanie staje się mniej bolesne
Podobno każde uzależnienie jest złe
Czy to jest prawda?
Zastanawiam się czy gdybyś odszedł, czy brakowałoby mi przytulania?
Co bym wtedy robił?
A gdy leżę na twoim torsie, wtapiam się w ciebie
I chyba przesiąkam tobą
To też nie jest dobre
Ale miłość jest taka skomplikowana
Ale jest
Moja
Wczoraj było jak dzisiaj
Dzisiaj będzie jak jutro
Środa to już prawie weekend
A czwartek to mały piątek
Weekend nadchodzi o nim myślimy
Później znowu tak samo
I ciągle
Bo utknęliśmy w czasach gdzie czas już nie istnieje
Nowe życie ale zatrzymanie
Rutyna to całe życie nie tylko moje
Ciągle czekamy na coś, zamiast korzystać z teraz
Już
Już odejdzie
I wtedy nie będzie czasu
Ostatnio czuję się pusty każdego dnia
Już chyba nie poznaje samego siebie z kiedyś
A moje zdrowie psychiczne wcale się nie polepsza
I staram się go naprawić
Czasami czuję się już złamany i bezwartościowy
Nie wiem jak poradzić sobie z przeszłością
Ogólnie rzecz biorąc jestem wrakiem bałaganem
Nie muszę chyba już być w porządku dla siebie
Nie jestem w porządku
Ostatnio tęsknię też za moimi nałogami
Za tym co obiecałem rzucić
Przez to czuję się do niczego
Wiem że nie chcesz słuchać mojej prawdy
Ale ona taka jest
Zapewne dalej będę się wzbraniać przed ciemnością
Jakby moje życie zależało właśnie od tego