Siadam na skraju lozka, jakbym czekal,
az noc sie wytlumaczy.
Swiatla latarni przenikaja przez firanki,
ale nie daja odpowiedzi.
Znowu to samo –
twarze bez imion,
pokoje, ktore znam, ale nigdy nie widzialem,
glos, co szepcze rzeczy, ktorych nie rozumiem,
a ktore i tak mnie przeszywaja.
Moze to tylko zmeczenie,
moze to echo dnia,
ale dlaczego kazdy sen zostaje na dluzej,
jak cien w kacie, ktorego nie da sie wygonic?
Chcialbym je spisac,
ale kartka milczy lepiej ode mnie.
Chcialbym zapomniec,
ale pamiec lubi sie bawic w kotka i myszke.
Rano patrze w lustro.
Oczy mowia wiecej niz chce slyszec.
“Sny wroca,” szepcze do siebie,
jakby to mialo cos zmienic.