Zebrałem się z podłogi,
choć wciąż nie miałem komu mówić.
Na stole zimna herbata,
i ptaki wciąż śpiewały — jakby mnie nie było.
Wyszedłem.
Nie na długo.
Ale wystarczyło, by zobaczyć,
że nie wszystko umarło.
Zebrałem się z podłogi,
choć wciąż nie miałem komu mówić.
Na stole zimna herbata,
i ptaki wciąż śpiewały — jakby mnie nie było.
Wyszedłem.
Nie na długo.
Ale wystarczyło, by zobaczyć,
że nie wszystko umarło.
Poleżę sobie w smutku sam
Nie mówiąc o tym nikomu
Poleżę sobie w smutku sam
Z ramionami wzdłuż ciała
Poleżę sobie w smutku sam
Na przeciwko sufit słaby
Poleżę sobie w smutku sam
A zza okno będzie słuchać śpiew ptaków
Poleżę sobie w smutku sam
Żeby nikt nie pytał gdzie jestem
Ach
Boję się że poleżę w smutku sam
Przy tobie w smutku leżę sobie sam
Obok leżysz sobie z kimś
Ja już nie leżę w smutku sam
Wesprzyj mnie kupując moją nową książkę: https://ridero.eu/pl/books/moje_noce_na_balkonie/
Bez waszej pomocy, nie uda się tworzyć kolejnych książek. Dziękuję ❤️
Najsmutniejsze było to
Kiedy zobaczyłem cię po wielu miesiącach
I tak cieszyłem się na to spotkanie
Tak bardzo tego wyczekiwałem
Tak bardzo tego chciałem
Czekałem
I czekałem
A kiedy się pojawiłeś
Musiałeś przedstawiać się jeszcze raz
Nie poznałeś mnie
Zapomniałeś
I kiedy powiedziałeś że nie pamiętasz
Moje serce pękło na milion kawałków, kolejny raz
Nie sądziłem że możesz mnie zapomnieć
Przecież tańczyliśmy razem do piosenek
Śmialiśmy się z piosenek
Chodziliśmy na spacery
Specjalnie zakładałem ci dwie różne skarpetki, bo byłeś trochę jak ja
Jak wujek
Gdy mi cię odebrano
Nie potrafiłem się z tym pogodzić
I żyłem codziennie z myślami intymnymi czy kiedyś się spotkamy
Czy te wspomnienia zostaną z tobą
Ale nie zostały
I ty też odszedłeś
Bo nie miałeś wyboru
Dalej o tobie pamiętam