Szacunek bez ulicy na dworze
Gdy dom na ziemi już nie stoi
A milion balonów podnosi świat na wietrze
Co ciekawsze na ziemi już nic nie stoi
Boję się uliczkami pozostałymi pozostałe kroki stawić
Tam się czai zza rogu czerń, która nigdy nie odchodzi
Czeka by mnie porwać
Ostatnią cząstkę mojego zepsutego ciała zabiera mi czerń
Nie kołdrą już przykrywam się by ciało ogrzać
Stare prześcieradło przykrywające moje syfy
A na przeciwko okno sąsiada który patrzy z zaciekawieniem, na to jak mnie zabierają
Nic nie może zrobić
Nawet jego oczy nie chcą mi pomóc
Dobra teraz z balkonem rozmawiam
Brak komentarzy :
Prześlij komentarz