Czy jesteś tu?
Za szkłem, za szybą
Mijając uliczki co, już nie istnieją
W myślach jesteś mych, nawet gdy już znikasz
Nie chce wsparcia, ani was
Nikogo kto powie, co dać
Historia niesie samotność
Bez konsumpcji, nie ma smaku
Bez smutku, nie ma łez
Czy jesteś tu?
Za szkłem, za szybą
Mijając uliczki co, już nie istnieją
W myślach jesteś mych, nawet gdy już znikasz
Nie chce wsparcia, ani was
Nikogo kto powie, co dać
Historia niesie samotność
Bez konsumpcji, nie ma smaku
Bez smutku, nie ma łez
Czasami wchodzę w stare konwersacje, do osób, których już dawno nie znam
I wchodzę w sekcje „multimedia”
Widzę coś czego nie powinienem
I wtedy przypominam sobie, jak bardzo byłem złym człowiekiem
I jak bardzo źle zachowywałem się wobec innych
Oczywiście, że to już nie ja
Tylko, że to byłem ja
I myślałem, że to wina każdego dookoła, prócz mnie.
Nie wiem czy czuć się winnym teraz
Nie wiem czy powinienem siedzieć teraz smutny i pisać coś, co już dawno straciło sens
Magnolie już się urodziły, znowu
Róż, fiolet i biel na kwiatach
Chwila, moment i uciekną
Więc cieszyć trzeba się na zaś
To już nie jest nasze lato
I nasze lata
Lato trwa tylko chwilę
My trwaliśmy lata
I czuję jakby minął na zawsze
A ja chciałem cię na zawsze
Ty i tak nic nie rozumiesz
Ty i tak mnie nie obserwujesz
A ja widzę Cię w każdym lustrze
Jestem tylko cieniem
Zawsze byłem tylko cieniem
Dla ciebie
Wstydzę się Ciebie
Tak jak nigdy wcześniej
Nie jestem już sobą
Chciałbym żebyś pamiętała mnie nawet po śmierci
Tak sobie obiecaliśmy
Wtedy kiedy budowaliśmy dom w lesie
Obiecaliśmy sobie dużo rzeczy
A tak mało z nich się spełniło
Mijają trzy lata, a ja dalej żyje tobą
Choć nie powinienem
Nie powinienem żyć żadną osobą, której już przy mnie nie ma
Jest ich sporo
Mieliśmy razem rozdawać ulotki, o naszej nowej muzyce
Nawet nie zdążyliśmy nagrać żadnej piosenki
Mieliśmy ich całkiem sporo
Muszę kiedyś zapomnieć i pogodzić się z tym, że po śmierci, nie będziesz o mnie pamiętać
Ta śmierć nastąpiła, z dniem, w którym umarła nasza przyjaźń
Nie chce już myśleć o tobie
Ale myślę
I to boli mnie jeszcze bardziej
Ponieważ już nie ma naszych tajemniczych myśli i miejsc
Wyparowały
Jak ja wyparowuje bez ciebie
Tak bardzo tęsknię
Chciałbym żeby ktoś cieszyl się na mój widok, jak ty kiedyś
Nie zapomnę tego uśmiechu i ciebie
Twojej twarzy pełnej zadowolenia
Miłości w oczach
Byłem wtedy kochany
Tak się czułem
Teraz tak nie czuję
Ale minęło 6 lat
To normalne, ze pewne rzeczy ulegają zmianie
To nic złego
Dobrze, że teraz patrzysz tak na kogoś innego
Cieszę się z tego
Cieszę się, że rozmawiamy
Marzec pachnie słońcem, zieloną trawą i łzami na balkonie.
Marzec to miesiąc marzeń.
Jest on pełen tajemnic &
Wydaje się tylko kolorowy
Marzec nie lubi lutego.
Żaden następny, nie lubi tego poprzedniego.
Tak było zawsze. Tak będzie zawsze
Marzec jest ciężki
ale wrócę do niego
Znowu się zakocham
i znowu poczuję to, co kiedyś
wtedy, kiedy witałem cię pierwszy
raz.
Znowu wznowie się w marcu, kolejny raz
Znowu zakocham się w tobie.
To, że teraz przeliczam banknoty dwa razy
i śpię między kartonem a planem na jutro,
nie znaczy, że się rozpadam.
To tylko moment,
nie koniec historii.
Przeprowadzka to nie klęska.
To kurz w powietrzu,
taśma klejąca na palcach,
wizja czegoś większego
niż metraż.
I wiem, że patrzysz.
Niby spokojnie.
Niby „ja tylko pytam”.
Ale w pytaniach masz już wyrok.
Jakbyś czekała, aż się potknę,
żeby udowodnić, że to on.
Że gdy brakuje kasy — to on.
Gdy jestem zmęczony — to on.
Gdy milczę chwilę dłużej — to on.
A prawda jest prostsza.
Czasem jest ciężko,
bo dorosłość nie przychodzi w prezencie.
Przychodzi w ratach.
Nie wszystko, co trudne,
ma jego imię.
Nie każdy mój błąd
jest czyimś cieniem.
Ja wybrałem.
Świadomie.
Bez przymusu.
Bez złudzeń.
Jeśli upadnę —
to na własnych zasadach.
Jeśli wygram —
też po swojemu.
Nie potrzebuję cichego przeciwnika
w kimś, kto powinien stać obok.
Nie potrzebuję spojrzeń,
które już wiedzą lepiej.
Potrzebuję tylko przestrzeni,
żeby być sobą —
nawet jeśli mój sposób
nie mieści się
w twoim planie.